Strona Główna  |  Materiały do pobrania |  Mapa strony |  Kontakt

Pozytywka

Recenzja "Pozytywka"Inne recenzje dla: "Pozytywka" | Zobacz wszystkie recenzje

25.08.2016  |  bookparadisebynatalia.blogspot.com

Recenzja Natalii:

Kiedy Monika poznaje Roberta, jej życie ma się odmienić na lepsze, jednak w jej kartach była pisana inna przyszłość. Borykając się z wieloma problemami, zdradą, brakiem oparcia, depresją, powoli zaczyna stawać na własne nogi i dążyć do wytyczonych celów. Spełnia swoje marzenia, rozwija się, staje się niezależną kobietą. Jakie nieoczekiwane zwroty akcji pojawiły się w życiu Moniki? Dlaczego jej życie jest takie trudne?

"Umarł tak jak ich miłość, która nie zatliła się dość, aby wznieść jakikolwiek pożar."

Pozytywka jest książką, która oparta jest na prawdziwym życiu. Pokazuje realia i problemy współczesnego świata, z którymi boryka się wiele osób. Przedstawia ludzi, którzy mimo tego, że nie mają w życiu wiele, starają się zrobić koło siebie szum, nie zważając na konsekwencje, jakimi są długi. Głupota ludzka jest w tej książce mocno nakreślona, dobre imię jest ważniejsze od rodziny, którą widzi się tylko, gdy ta ma poważne problemy. Książka jest przepełniona smutkiem, jak żadna mnie nigdy nie wzruszyła, tak przy tej łzy poleciały.

Monika jest dziewczyną, która pochodzi z nadmorskie wsi, z dość biednej rodziny, która tak naprawdę ma ją głęboko w nosie, a głównie ojciec, który cieszył się, że w końcu wyprowadza się do bogatego męża. Rodzice nigdy nie potrafili okazać jej uczuć pozytywnych, zawsze ją krytykowali. W życiu nie mogła się cieszyć szczęściem, od zawsze była źle traktowana, a jej przyszłość okazała się być jeszcze gorsza. Monika swoimi marzeniami i uporem staje się kimś. Ze zwykłej wiochy, która nie posiada nic, otrzymuje wszystko. Robert to skończony dupek i idiota. I używam tutaj tak mocnych słów, bo niestety, ale taki jest. Sam nie wie czego od życia chce. Tutaj mówi, że kocha Monikę, a jak biedna dziewczyna ma problemy, to leci i ją zdradza, obgaduje i obraża przy kolegach, ma ją głęboko w nosie, a później nagle staje się kochającym mężulkiem, który chce tylko sexu. Matko i córko, toż to tylko gdzieś zamknąć za takie zachowanie...

"- Praca? Jaka praca? Co ona z tej pracy przynosi? W domu tylko ciągle jej nie ma. Latawica! Albo w pracy, albo na tych studiach! Na co jej studia? Źle jej tu? Wszystko ma, czego jeszcze brakuje?! - Robert wściekał się."
"- Jak, ku*wo, się nie weźmiesz w garść, to ci nogi z dupy powyrywam. Nieużyta jesteś ci*a i skoro pożytku z ciebie nie ma, to chociaż kłopotu nie rób. Jutro z matką grzecznie porozmawiasz, umyjesz się wreszcie, śmierdziuchu, i przestaniesz mi tu boleść wielką odwalać. A jak się nie podoba - wypierd*lać! Wypierd*lać rozumiesz? Nie ma miejsca dla takiej nimfy, to normalny dom jest!"

Robert i rodzice Moniki żyją pewnym życiowym schematem - ślub, dziecko, kura domowa. Żona nie może studiować, pracować, jeździć samochodem. Ma siedzieć z tyłkiem w domu i wychodzić jedynie na zakupy. Dla mnie są to ludzie stereotypowi, którzy są nieziemsko irytujący. Gdyby ktoś powiedział mi, że tak mam postępować, najprędzej dostałby z patelki po głowie.

"- Nie nudziłaby się, gdyby wreszcie zaszła w ciążę i bawiła dzieci. Od tego jest żona!"
"- Córko, nie możesz robić rodzinie takiego zawodu. Nie możesz wstydu rodzinie przynosić!
- Wstydu?
- Wstydu, wstydu. Tyle miesięcy po ślubie! Brzuch powinnaś nosić!"

Za to teściowa Moniki jest cudowną kobietą. Nie pozwoliła poddać się dziewczynie, kazała iść na studia i nie popełniać jej własnych błędów. Dała Monice siłę do walki, zabroniła być uległą wobec męża.

"Ja zmarnowałam swoje marzenia; nie oddawaj życia walkowerem."

Fabuła książki jest niesamowita, autorka manipuluje uczuciami czytelnika, wprowadza w stan smutku i płaczu, aby po chwili mógł się zaśmiać. Historia jest nieprzewidywalna. Nigdy nie czytałam tak zagmatwanej i poruszającej opowieści o losach młodej dziewczyny, która za wszelką cenę stara się osiągnąć sukces i która walczy z przeciwnościami losu. Autorka naprawdę odwaliła kawał dobrej roboty. Książkę świetnie mi się czytało i mogłam zobaczyć świat pełen smutku, wytrwałości braku miłości. Świat, którego nie znam. I jeśli takie sytuacje dzieją się na świecie, a jestem pewna że tak, to naprawdę współczuję ludziom. Jedyne co mi przeszkadzało, to rozwinięcie kariery Moniki, momentami problemy firmowe, ich rozwiązywanie, finanse itp. rzeczy związane z karierą bohaterki. Mnie osobiście to męczyło, ponieważ nie interesuję się tym. Jeśli macie w związku problemu, mąż was nie szanuje, nie układa wam się, nie możecie liczyć na rodziców, nie potraficie walczyć o swoje, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Ona wam pokaże, jak sobie radzić i jak postępować w ciężkich sytuacjach. A przede wszystkim, nie pozwoli wam zrezygnować z marzeń.

"- Dlaczego te kwiaty tak pachną? - Starała się oddychać głęboko. - Zapach jak na pogrzebie babci. Tak pachniało, zanim wynieśli babcię z domu."
"- Nie puszczę gnojowi jednemu. Chamowi niemytemu."
" - Nie ma słowa na noszenie dziecka, po to żeby miało umrzeć. Nie ma słowa na śmierć dziecka, które jeszcze się nie urodziło. Nie ma takiego słowa!"

"Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Opowiedz mu o swoich planach."
"Jest tak chuda, że jak bierze prysznic, to musi biegać, żeby ją woda całą oblała."

Recenzja Izy:

Agnieszka Lis

Pozytywka to książka, która opowiada o (nie)idealnym życiu Moniki, żony Roberta. To książka, w której wszystko zdominowane jest przez mężczyzn. Książka, w której trzeba walczyć o każdy kawałek siebie: w pracy, w małżeństwie, w rodzinie... WSZĘDZIE.

Monikę poznajemy podczas jej ślubu. Później przyglądamy się jej życiu przez pięć lat małżeństwa. A później... ciąg zdarzeń doprowadzi do tego, że Monika będzie walczyć o to, by odnaleźć siebie.
Zmiana pracy.
Zmiana imienia.
Zmiana życia.

Przede wszystkim powiem wam, że nie jestem matką. Nie wiem jak to jest być w ciąży. Nie wiem, jak to jest kochać swoje maleństwo.
Dlatego przez pewien czas bałam się czytać tę książkę. Obawiałam się, że nie jest dla mnie, że się w niej nie odnajdę.
Nie spodoba mi się.
Bo "polska autorka".
Bo powieść obyczajowa.
Bo nie wiem tych rzeczy, które wymieniałam wyżej.
Niepotrzebnie.
Wielki talent jakim dysponuje autorka, pani Agnieszka, umożliwił mi wczucie się w historię. Pani Agnieszka po prostu namalowała historię przed moimi oczami.
Nie ukrywam, że książka nie pochodzi z ulubionego przeze mnie gatunku (jakby dramatu obyczajowego).
Dramatów nie lubię.
Obyczajówki po prostu mnie nudzą.
No i tak podeszłam do książki z wielkim uprzedzeniem i sporą niechęcią.

Monika, główna bohaterka, jest osobą uległą. Źle, wróć.
Monika jest osobą mądrą, która wie, kiedy należy udawać uległą. Być może na początku może się taka wydawać, ale później przechodzi przemianę niczym Konrad-Gustaw-Pielgrzym-Upiór z Mickiewiczowskich "Dziadów".
Z zahukanej "wiochy" jak wdzięcznie nazywane są w książce kobiety ze wsi (wsi spokojna, wsi wesoła!) staje się kobietą... Znów źle, bo Monika przeobraża się w kobietę silną i świadomą siebie.
Polubiłam Monikę. Jej upór. Siłę.
Talent do stawiana na swoim w ten delikatny, subtelny sposób.

"Pozytywka" to historia mało pozytywna. Emocje, które towarzyszyły mi przy czytaniu rozbiły mnie na maleńkie kawałki.
Śmiałam się i płakałam.
Kochałam i nienawidziłam.
Po prostu na 250 stron stałam się Moniką.
Jest to jedna z lepszych polskich książek, jaką przeczytałam, ale nie jest też pozbawiona wad.
Początek tej książki jest czystym absurdem. Przerysowana, odrobinę groteskowa sytuacja z weselem oraz początkami Moniki jako żony.
Momentami (za połową książki) bywało... nudno, ale do połowy tego nie było, więc z przykrością stwierdzam, że książka nie trzyma poziomu napięcia.
Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że książka jest cudowna, przyjemnie się ją czyta.
Mogę polecić ją każdemu, ponieważ to cudowna lektura- wzruszająca i dająca nadzieję.