Strona Główna  |  Materiały do pobrania |  Mapa strony |  Kontakt

Karuzela

RECENZJAInne recenzje dla: "Karuzela" | Zobacz wszystkie recenzje

06.02.2017  |  subiektywnieoksiazkach.pl

Niektóre powieści współczesnych polskich pisarek oprócz wymiaru typowo obyczajowego niosą ze sobą widoczną wartość dydaktyczną, często uświadamiającą i nawołującą do przeciwstawienia się bierności. Niewątpliwie do takich książek należy "Karuzela", po której lekturze każdy z nas winien zastanowić się nad tym, czy nie lekceważy objawów, jakie generuje nasze ciało. Zbyt często to właśnie bowiem robimy.

Agnieszka Lis to z wykształcenia pianistka i dziennikarka. Uczy muzyki, gry na fortepianie, prowadzi zajęcia dla dzieci oraz warsztaty kreatywnego pisania. Autorka takich książek, jak "Jutro będzie normalnie", "Samotność" i "Pozytywka", a także opowiadania zawartego w zbiorze "Rozkoszne". Publikowała także swoje teksty w branżowych czasopismach muzycznych.

Renata to kobieta po trzydziestce z kilkunastoletnim stażem małżeńskim i trójką dzieci. Bohaterka nie pracuje zawodowo, gdyż na co dzień zajmuje się domem. Mnóstwo obowiązków i ciągła nieobecność męża to jej codzienność. Rutynę kolejnych dni przerywa przeziębienie Renaty, a co za tym idzie dalsze osłabienie organizmu kobiety, w tym częste pojawianie się sińców na całym ciele czy krew w nosa. Diagnoza lekarza wywraca do góry nogami cały świat bohaterki i jej rodziny.

Jakaż smutna to była historia. Smutna, bo tak do bólu prawdziwa – historia, która w podobnej formie z pewnością dotknęła tysięcy ludzi – małżonków, dzieci, rodziców, przyjaciół. Walka głównej bohaterki z rakiem białaczki – nazywanym przez nią skorupiakiem wywołuje mnóstwo emocji, mnóstwo refleksji i w wielu przypadkach po prostu płacz, nad którym trudno zapanować. Nie wstydzę się tego, że najnowsza powieść Agnieszki Lis wzbudziła we mnie tyle pokładów wzruszeń i równocześnie złości na ślepy los oraz nieuchronność śmierci. Gdyby bowiem ta książka nie wywoływała takich uczuć, byłaby zwyczajnie złą ze swoim przewodnim tematem, jakim jest śmiertelna choroba. To jednak nie wszystko.

"Karuzela" to w mojej opinii także w dużej mierze powieść dydaktyczna, uświadamiająca i nieco karcąca osoby, które świadomie lekceważą pierwsze niepokojące objawy, że coś złego dzieje się z ich organizmem. Postać głównej bohaterki jest tego sztandarowym przykładem – ciągle zabiegana, dbająca o dzieci, męża, przyjaciół, a zupełnie zapominająca o sobie. Agnieszka Lis z widocznym realizmem ukazała w jaki sposób funkcjonuje mechanizm wyparcia z głowy myśli o tym, że coś może jednak jest z naszym zdrowiem nie tak. Postawienie się w roli biernego obserwatora w tym przypadku pokazuje szokujący obraz, który na długo pozostaje w głowie czytelnika.

Cała powieść jest dość obszernym dziełem, gdyż zawiera ponad sześćset stron. Nie zdziwiło mnie więc w tym przypadku ukazanie z wieloma szczegółami obrazu szpitalnego życia oraz pełnego procesu rozwoju choroby – zarówno w aspekcie fizycznym, jak i psychicznym – od zaprzeczenia do pogodzenia się z tym, na co nie mamy wpływu. Mam wrażenie, że autorka nie oszczędziła czytelnika w żadnej z tych płaszczyzn ukazując jakie spustoszenie, nie tylko w psychice chorej osoby, ale także w całej rodzinie, sieje nadchodząca śmierć. To obraz przytłaczający, w którym takie wątki obecne w książce jak zdrada, zazdrość w siostrzanych relacjach, dulszczyzna matki i egoizm współdomowników, jeszcze potęgują cały jego dramatyczny wydźwięk.

Po lekturze "Karuzeli" można mieć wielkiego, literackiego kaca spowodowanego przeświadczeniem o tym, że na co dzień, teraz, w tej chwili, nie doceniamy tego, że jesteśmy zdrowi. Ten obyczajowy dramat, nie kończy się happy endem, podobnie jak nie przebiegło szczęśliwie życia Rafała Wojaczka, którego wiersza autorka często w tej książce cytuje. Duża ilość dialogów, oszczędność opisowej formy pozwala czytać tę powieść w ekspresowym tempie, co nie zmienia faktu, że to proza trudna. Dawno nie czytałam tak smutnej powieści.