Strona Główna  |  Materiały do pobrania |  Mapa strony |  Kontakt

WYWIAD Z AGNIESZKĄ LIS

ksiazkowyswiatmoniki.blogspot.com, maj 2016

Dzisiaj zapraszam na wywiad z Panią Agnieszką Lis- autorką m. in. powieści: „Jutro będzie normalnie”, „Samotność we dwoje”, „Pozytywka”.

Co Panią inspiruje do Pisana tak wspaniałych powieści?

Wszystko. Absolutnie wszystko. Zasłyszana rozmowa w autobusie (tylko jak ktoś głośno mówi, oczywiście bez podsłuchiwania). Zabawne sformułowanie mojego dziecka (albo któregoś z rówieśników). Generalnie – życie. Ono pisze najciekawsze scenariusze. Potrafi dotknąć najmocniej i uradować najbardziej. Życie jest piękne, a czasami nawet takie bywa… i z niego można czerpać pełnymi garściami, chociaż wymaga to oczywiście pewnego zmysłu obserwacji. I pewnie to jest ten obszar, w którym różnimy się najbardziej, jako ludzie. Jedni widzą to, co śmieszne, inni tylko to, co ponure. Jeszcze inni mają naturę prześmiewczą i odruchowo szukają miejsc, w które mogą wsadzić przysłowiową szpilę. Tylko bardzo proszę nie pytać mnie, jak ja obserwuję… nie wiem.

Jakie jest Pani największe marzenie jako pisarki?

Nobel, oczywiście.
A tak na poważnie, to po prostu chciałabym móc pisać i być czytaną.

Co jest dla Pani ważniejsze muzyka i gra na fortepianie, czy też literatura i pisanie książek?

Takie pytanie jest poniżej pasa! ;-) Obydwie te dziedziny to moja miłość. Nie potrafię wybrać i nawet nie próbowałabym wybierać. W tajemnicy tylko powiem, że bez pisania nie wyobrażam sobie życia…

Którą z książek uważa Pani za najważniejszą w swoim dorobku literackim?

Ten mój dorobek jeszcze niewielki… pewnie jak każdy autor (a może nie?) najbardziej lubię swoją ostatnią książkę, czyli Pozytywkę. Ale lubię też, i to bardzo, niektóre krótkie formy. Kiedyś pisywałam trochę felietonów w prasie muzycznej. Mam do nich dużą sympatię. Zdarzały się nowelki – to w ogóle moja ulubiona forma. Powieść jest wymagająca pod względem narracji, stworzenia bohatera, konstrukcji. O powieści trzeba myśleć wielowątkowo, rozwijać ją pod kątem różnych bohaterów i wielu zdarzeń. Nowela za to jest jakby przyszpileniem motyla. Jeden moment, a musi być opisany tak, żeby Czytelnik miał przysłowiowe ciarki na plecach. To bardzo, bardzo trudne. Pewnie dlatego tak to lubię. I pewnie dlatego lubię Nowele na przykład Orzeszkowej. Tylko proszę się nie krzywić! Żadne marudzenie na długie opisy i inne takie. Proszę przeczytać, Nowele właśnie, a potem kwękać (śmiech).

Co w Pani książkach jest dla Pani najważniejsze: fabuła, bohaterowie, poruszana problematyka, emocje, czy zupełnie coś innego?

Wszystko i nic. Dylemat, co jest ważniejsze: fabuła czy bohater? - jest stary jak spór o to, co było pierwsze: kura czy jajko? Co z tego, że bohater będzie świetny, z wewnętrznym konfliktem, określonym celem, etc. Co z tego, jeśli nie będzie miał żadnych przygód do przeżycia? Jeśli autor nic dla niego nie zaplanował? I odwrotnie, co przyjdzie Czytelnikowi ze świetnej historii, jeśli nie ma kto jej przeżyć na kartach książki? Bo bohater jest miałki, martwy? Gdybym musiała wybierać między złym a złym, pewnie zdecydowałabym się na wariant drugi. Jednak fabuła. Wciągająca historia. Tak naprawdę jednak uważam, że sztuką jest takie połączenie wszystkich elementów, aby składały się na harmonijną całość, aby po prostu były jednością. Tylko wtedy powieść ma sens… bo rozumiem, że o powieść Pani pytała :-)

Jak Pani zdaniem Pani książki odbierane są przez czytelników?

O nie nie nie nie. Na takie pytania nie odpowiadam. Raczej mogłabym je Pani zadać, jako Czytelniczce – co Pani podobało się w moich książkach? Dlaczego je Pani przeczytała? No proszę, proszę, wyzywam Panią do odpowiedzi :-)

Książkę „Samotność we dwoje” napisała Pani z punktu widzenia mężczyzny. Czy trudno było Pani wczuć się w tę rolę, pisząc książkę?

Trudno. Kiedy pisałam, bazowałam tylko na swoich wyobrażeniach i trochę na zasłyszanych historiach. Ale kiedy już napisałam, postanowiłam zasięgnąć rady mężczyzn z mojego otoczenia. Dałam tekst do przeczytania mojemu koledze. Oddał mi go po dwóch dniach. Był na mnie zły. Rzucił plikiem kartek na biurko i powiedział: Jak mogłaś? Osłupiałam. Jak mogłaś napisać o mnie? I skąd znałaś moją historię? To była dla mnie najbardziej przejmująca recenzja. Kiedy książka już się ukazała, jej odbiór był bardzo różny. Łącznie z tym, że spotkałam się z panami, którzy a priori twierdzili, że takie zachowanie nie istnieje w przyrodzie, że żaden facet nie zachowa się tak, jak bohater książki. A ja po prostu wiem, że to nieprawda. Że są mężczyźni, którzy tak się właśnie zachowali. I nie zamierzam się o to kłócić. Każdy ma prawo do swojego zdania i swojego odbioru. Różnorodność jest bogactwem ludzkości, czyż nie?

Czy posiada Pani jakieś cechy wspólne z główną bohaterką powieści „Pozytywka”- Moniką?

Cechy – nie. I w ogóle Monika to nie ja. Myślę, że z każdą kolejną książką autor potrafi pisać coraz mniej o sobie, a bardziej skupiać się na tworzonym bohaterze. Pozytywka to moja trzecia wydana książka, ale napisana – szósta. Nie wszystkie chcę wydać, ale napisanie ich było pouczające. A więc nie – nie jestem Moniką i praktycznie nie mam z nią cech wspólnych. Niemniej część obserwacji pochodzi z mojego życia. Na przykład doświadczenia korporacyjne. W książce nie ma konkretnych osób i zdarzeń, postacie są fikcyjne, jednak generalna atmosfera korporacyjnej pracy jest oddana dosyć realistycznie.

W swojej najnowszej książce porusza Pani temat samotności, niespełnionych marzeń i życia na pokaz. Z sytuacjami takimi można spotkać się bardzo często. Dlatego chciałabym zapytać, czy według Pani biała sukni i bajeczny ślub są gwarantem szczęścia?

Ależ skąd! Sądzę, że bardzo różnimy się w rozumieniu słowa szczęścia, że każdy człowiek nosi swoją definicję. Jednak, jakakolwiek by ona nie była, musi wypływać z wnętrza nas samych. Zewnętrzne okoliczności nie zapewnią nam szczęścia. Ile jest biednych, pobitych psychicznie kobiet, które żyją w oszałamiającym blasku luksusu? Ilu jest ludzi sukcesu, którzy czują się wypaleni? Zdarza się nawet, że po prostu uciekają – na rok „przerwy” w przysłowiową podróż dookoła świata.
Ślub – w naszej zmieniającej się rzeczywistości w ogóle nie musi nic oznaczać. Tak samo jak brak ślubu…

Jeżeli miałaby Pani wczuć się w rolę bohatera wybranej książki, to kto by to był. Swój wybór proszę uzasadnić.

Ja nieustająco wracam do Mistrza i Małgorzaty. Tylko wolałabym chyba nie być Małgorzatą…

Proszę wskazać kilka książek, które wywarły na Pani pozytywne lub negatywne wrażenie.

To okropnie trudne pytanie. Generalnie staram się nie systematyzować publicznie swoich odczuć, ta książka „na tak”, a ta „na nie” – wyjątkiem jest tu przytoczony wyżej Bułhakow. I to nie wykręt. W moim życiu była Ania z Zielonego Wzgórza i Pan Samochodzik. Ostatnio bohaterowie Baśnioboru. Zostali ze mną, niemniej zmieniły mi się odrobinę wartości literackie. I będą się jeszcze zmieniały, jak mam nadzieję. Więc powiem tak – moim zdaniem warto czytać klasyków. Z jakiegoś powodu tymi klasykami zostali, co będę powtarzać do znudzenia. Poza tym warto i należy sięgać po współczesną nagradzaną prozę. Można się nie zgadzać z wyborem jury, ale warto mieć własne zdanie. I na koniec dodam jeszcze, że warto czytać poezję. Jak dotychczas, wspominałyśmy tylko o powieściach, była fabuła, narracja… a poezja to język, który niesłychanie ubogaca, pomaga przetrwać trudną czasami codzienność, a w ostateczności – wzbogaca nasz odbiór prozy… Generalnie – warto czytać!

Na koniec chciałabym zapytać jaką problematykę planuje Pani poruszyć w kolejnej książce.

Będzie trudno. Nie mogę powiedzieć za dużo… będzie choroba i smutek. Rozpacz, żal i nadzieja.
Ale żeby zakończyć optymistycznie, to powiem, że piszę właśnie, do spółki z pewną zaprzyjaźnioną poetką, książkę dla dzieci. Pogodną i wspierającą tradycyjne wartości. Różnorodność to siła, mówiłam już?