Strona Główna  |  Materiały do pobrania |  Mapa strony |  Kontakt

„Bez ciężkiej pracy…” – wywiad z autorką Agnieszką Lis

czytampolskie.pl, marzec 2016

Zapraszamy do lektury wywiadu z pisarką Agnieszką Lis – autorką takich powieści jak Jutro będzie normalnie, Samotność we dwoje oraz najnowszej Karuzeli opowiadającej historię kobiety zmagającej się z ciężką chorobą.

Agnieszka Lis to prawdziwa kobieta renesansu: z wykształcenia dziennikarka i pianistka, z zamiłowania pisarka, uwielbia także pracę z dziećmi. Jest członkinią Stowarzyszenia Autorów Polskich. W rozmowie z „Czytam Polskie” opowiada o swoim warsztacie, jak odnaleźć przyjemność w ciężkiej pracy i o swoich planach na ten rok.

  1. Z wykształcenia jest Pani pianistką i dziennikarką. Czy, według Pani, jest coś, co łączy pisanie i granie na instrumencie? Czy w swoim pisarstwie wykorzystuje Pani jakoś swoje doświadczenie w tych dwóch dziedzinach – literatury i muzyki? A może zupełnie separuje je Pani od siebie?
    Muzyka i literatura mają co najmniej jeden wspólny element – wymagają systematyczności i pracowitości, ale to przecież dotyczy także innych dziedzin życia. Muzyka, podobnie zresztą jak sport czy balet, w sposób bezwzględny uczy dyscypliny pracy. Jeszcze w szkole muzycznej, na wszystkich kolejnych etapach doświadczałam tego, że ćwiczyć musiałam codziennie. Niedziela, wakacje czy urodziny – odpowiednia porcja ćwiczenia była wpisana w grafik. I już. Dzisiaj taka dyscyplina pracy procentuje.

    Poza tym wyobrażam sobie, że można by muzykę i literaturę połączyć w jednej książce, chociażby w powieści. Chodzi mi nawet po głowie taki pomysł… ale to na przyszłość.

  2. W jednym z wywiadów przeczytałam, że lubi Pani uczyć. Jest Pani nauczycielką muzyki, prowadzi również cykl zajęć umuzykalniających „Do-Re-Mi-Fa-Sol-ka”. Czy jest coś, czego chciałaby Pani nauczyć swoich czytelników i swoje czytelniczki? Myślę zarówno o tych młodszych, jak i starszych.

    Trochę mam oporów w odpowiadaniu na to pytanie… Nie da się niczego nauczyć kogoś, kto nauczony być nie chce. To po pierwsze. A po drugie, a może właśnie po pierwsze – kimże ja jestem, aby uczyć Czytelników? Jestem autorem, mogę dzielić się swoimi spostrzeżeniami, ale uczyć, a już – broń Boże – pouczać?

    Uczenie dzieci w szkole to trochę inna historia. Mam ku temu odpowiednie wykształcenie, kwalifikacje, doświadczenie i uczę wybranego, bardzo konkretnego przedmiotu. A tymczasem w książkach…

    Jeśli jednak w ogóle mogę odpowiedzieć na takie pytanie – to chciałabym, aby ludzie nauczyli się tolerancji. Żeby bardziej akceptowali swoją różnorodność i szanowali odmienne punkty widzenia.

  3. W wielu wypowiedziach podkreśla Pani swoją miłość do czytania książek. Jakie książki najchętniej Pani czytuje? Czy ma Pani ulubione tytuły lub autorów? Może są takie, którymi się Pani inspiruje we własnej działalności pisarskiej?

    Czytam sporo nowości, literaturę obyczajową – to w moim przypadku obowiązek. Wiedzieć, co się dzieje na tak zwanym rynku, znać książki koleżanek i kolegów. Bardzo lubię czytać kryminały, zarówno polskie, jak i zagraniczne. Polecam (jeśli ktoś takiego polecenia oczekuje) książki nagrodzone i nominowane do różnych nagród. Polskich i zagranicznych. Poczynając od Nobla, oczywiście.

    Czytanie wzbogaca, czytać warto.

    Książki do których wracam – to klasyka. Na szczycie listy u mnie: Mistrz i Małgorzata Bułhakowa, Mały książę i Alicja w krainie czarów.

    Wiem, nie bardzo jestem oryginalna

  4. Często opowiada Pani o ciężkiej pracy, jaką jest doskonalenie swojego warsztatu pisarskiego. Mam wrażenie, że to długa i ciężka droga. Może jest jednak coś w pisaniu, co szczególnie sprawia Pani przyjemność, a mówiąc bardziej kolokwialnie – czystą frajdę?

    Powiem krótko – pisanie to sama frajda

    Aczkolwiek musi być poparta ciężką pracą. Nie ma niestety szkoły pisarskiej, która kształciłaby w pełni ukształtowanych pisarzy. Jest wiele różnorakich kursów, które zresztą polecam, ale własny warsztat pisarz musi sobie wykształcić sam. Spędzając długie godziny na pisaniu, skreślaniu, poprawianiu, pisaniu jeszcze raz i – co równie ważne – czytaniu.

    Nie wyobrażam sobie życia bez pisania. To swoisty narkotyk, uzależnia i nawet trochę zatruwa organizm – bo, proszę zgadnąć – co się dzieje, gdy jakaś scena nie wychodzi? Nie chce „się napisać”. Człowiek nie dosypia, nie dojada, martwi się… A jak zawisa gdzieś na głowa straszny termin: deadline? Wtedy przeciętny pisarz wygląda jak klasyczne zombi.

    Jakkolwiek ciężko by się jednak – czasami – nie pisało, uwielbiam to robić.

    Samo pisanie to radość, a jeśli coś (w wyniku ciężkiej pracy, która jest przecież przyjemnością) uda się szczególnie dobrze napisać, to jest to wielokrotna rozkosz.

  5. Pani najnowsza powieść, Karuzela, porusza poważny i trudny temat śmiertelnej choroby, lecz w subtelny sposób potrafi również posłużyć się humorem. W jaki sposób według Pani śmiech, dowcip i humor pomagają w takich sytuacjach?

    Śmiech i humor są lekarstwem niemal na wszystko. Nie rozwiązują problemów, oczywiście, ale częstokroć pomagają przetrwać trudny czas. Każdy z nas taki miewa… Nie życzę nikomu doświadczeń takich, jak w Karuzeli – życzę za to umiejętności wzięcia problemów na śmiech. Naprawdę pomaga!

  6. Spora część Karuzeli dzieje się w szpitalu. Jak zbierała Pani informacje dotyczące środowiska lekarzy i pacjentów? Ma Pani sprawdzone metody, jak w ogóle zabrać się do poszukiwania informacji o rzeczach, o których chcielibyśmy napisać, lecz do tej pory były nam zupełnie nieznane? Od czego zacząć?

    Ja zaczęłam od wujka Google. On podobno wie wszystko… Tygodnie spędziłam na różnych stronach bardziej i mniej medycznych. Na czatach, forach, czytałam blogi… zapisałam kilkadziesiąt stron notatek, z których oczywiście wykorzystałam zaledwie niewielką część – ale to normalne przy tzw. „reaserchu”, jak nazywają ten etap pisarze.

    Wiedzy należy szukać u źródła, to oczywiste – u ludzi, którzy zajmują się daną problematyką. Doświadczenie uczy, że takie osoby chętnie się swoją wiedzą dzielą. Trzeba tylko mieć odwagę, zapytać, zadzwonić… I uważnie słuchać. Nie wszystko można znaleźć w Internecie, chociaż to dobry pierwszy krok. Myślę, że gdybym pisała powieść, której akcja toczy się na lotnisku, to zadzwoniłabym na lotnisko

    Po napisaniu Karuzeli oddałam tekst w ręce dwóch doświadczonych lekarzy, dla których podziękowania zresztą są w książce zawarte. Nanieśli mnóstwo poprawek. Z takich śmieszniejszych opowiem o jednej dyskutowanej kwestii – w szpitalu podaje się posiłki, to oczywiste. W moim tekście obiady rozwoziła kucharka. Pani redaktor (fantastyczna osoba zresztą) poprawiła kucharkę na salową, z czym trudno było mi się zgodzić. Napisałam więc do doktora, który podał mi zgodną z nomenklaturą szpitalną nazwę stanowiska. Otóż posiłki rozwozi pani… kuchenkowa. Myślałam, że ze mnie żartuje! Ale tak jest naprawdę. Ostatecznie, po naradzie, uzgodniliśmy określenie „kuchenna”.

    Poza warstwą stricte medyczną i dotyczącą realiów szpitalnych oddałam także książkę w ręce specjalisty od gwary warszawskiej, wolskiej – jedna z pobocznych bohaterek porozumiewa się taką gwarą, co czasami bywa zabawne… ale nie będę uprzedzać Czytelników. Wszystko jest w książce

    Podsumowując jednak – początkowy etap to Internet, potem fachowcy w swojej dziedzinie. Pierwszy krok po to, żeby specjalistom – ludziom generalnie zajętym – nie zawracać głowy; trzeba sprawdzić wszystko, co się da, bez zabierania komuś czasu. To moim zdaniem elementarny szacunek dla drugiego człowieka. Ta druga faza, konsultacji z ekspertami jest po to, żeby zweryfikować własne, amatorskie wyobrażenia.

  7. Od premiery Karuzeli mija już trzeci miesiąc, czy ma Pani już plany na kolejną publikację? Jeśli tak, zdradzi nam Pani temat następnej powieści?

    Czy mam plany? Oczywiście! I to nawet wiele

    Nie potrafiłabym żyć bez pisania, pomysłów mam sporo, chociaż nie wszystkie przejdą próbę czasu i nie wszystkie zostaną wykorzystane.

    Co do planów jednak – w tym roku ukażą się wznowienia dwóch moich pierwszych powieści: Jutro będzie normalnie oraz Samotność we dwoje. W styczniu przyszłego roku planowana jest nowa powieść – o tematyce lżejszej niż Karuzela. Sama jestem trochę zmęczona „ciężkim kalibrem” tej książki (a co dopiero Czytelnicy!), potrzebuję trochę odskoczni. Ta nowa książka dopiero „się pisze”. A jesienią przyszłego roku – kolejna, znów o tematyce ciut mocniejszej… ta jest już napisana.

    Wiosną tego roku, za dwa – trzy miesiące, ukaże się książka charytatywna wydawnictwa Sofijka, z której cały dochód zostanie przeznaczony na potrzeby dzieci leżących na oddziałach szpitalnych, przebywających w domach dziecka i innych placówkach opiekuńczych. Wynagrodzenia zrzekli się wszyscy pracujący przy tym projekcie – nie tylko autorzy, także korektorzy, redaktorzy, ilustratorzy. Jedna z bajek, które kiedyś napisałam dla mojego syna, znalazła się w gronie utworów wybranych do publikacji w tej książce. To dla mnie duma, bo nadesłanych propozycji było kilkaset, a wybranych – niewiele ponad trzydzieści.

    I jeszcze w ciągu najbliższych kilku tygodni – kolejna antologia Stowarzyszenia Autorów Polskich, pod wspólnym tytułem Wolność, tam ukaże się moje opowiadanie.

    Aż sama jestem zdumiona… trochę się tego zebrało. Ale wspominałam już, że jestem zdyscyplinowana i pracowita, prawda?