Strona Główna  |  Materiały do pobrania |  Mapa strony |  Kontakt

Pisarstwo według eksperta

Dwumiesięcznik "Kontrast", lipiec 2012

Pisarstwo według eksperta

Agnieszka Lis. Autorka opowiadania i dwóch książek dla dorosłych, a także bajek dla dzieci. Pełna poczucia humoru. Ze swoją osobowością i sympatią namówiłaby do pisania nawet analfabetę. Z nami zgodziła się porozmawiać na temat, a jakże, pisarstwa.

Jak trafiła pani do Żuromina?

Jak to najczęściej bywa, przypadek okazał się najlepszym przyjacielem. Poprzez panią dyrektor biblioteki oczywiście. Najpierw przeczytała artykuł o „Pasji Pisania" (czyli o szkole pisarskiej) i skontaktowała się z właścicielkami. Byłam pierwszą absolwentką Pasji, która opublikowała książkę, siłą rzeczy więc w którymś momencie spotkałyśmy się i zaczęłyśmy rozmawiać o możliwości współpracy.

Przez wiele lat pisała pani do szuflady. Dlaczego jednak zdecydowała się pani na ukazanie swojej twórczości szerszej publiczności?

Myślę, że to jest tak: każdy z nas jest nieco megalomanem i egoistą. Jeśli ktoś twierdzi, że nie, to gratuluję skromności, ale czy na pewno jest to całkowicie szczere? Chciałam publikować. Przez wiele lat próbowałam coś wydać i były to próby bezskuteczne, mocno zniechęcające. Kiedy się wreszcie udało, to poszło „z górki”. Same początki jednak były bardzo trudne. Przez wiele lat pisałam do szuflady, a potem pisałam do szuflady z konieczności, bo po prostu nie mogłam znaleźć wydawcy.

Pisarstwo według eksperta Właśnie. Ciężko jest znaleźć wydawcę? Jak w takiej sytuacji odnoszą się do debiutujących pisarzy?

Bardzo ciężko. Generalnie, książka traktowana jest przez wydawnictwo jak towar. Bo to jest dla nich towar, produkt, który sprzedają. Wiele wydawnictw propozycji debiutantów nie czyta lub tylko przegląda parę stron, wyłapując poszczególne zdania. To jest trochę kwestia szczęścia, i rzadko który autor je ma. Jest kilka wydawnictw, które czytają książki nadesłane im uważniej. Na pewno należy do nich Replika. Chociaż, mogę to opowiedzieć jako anegdotę, i tam zdarzają się zabawne historie. Prowadziłam rozmowę z właścicielką, która jest osobą recenzującą książki, przyjmującą je do druku i wpisującą w plan wydawniczy. Wtedy miałam już za sobą wygrany konkurs i wydaną jedną powieść. Wysłałam kolejną propozycję i usłyszałam przez telefon : „Ale proszę pani, ja znam ten tekst. Ja go kiedyś czytałam." Odpowiedziałam: „Tak, to jest książka, którą dwa lata temu pani odrzuciła." Właścicielka, śmiejąc się, spuentowała: „Aha, ale dzisiaj ją biorę." (śmiech) To jest anegdotyczne, ale taka była prawda. Niemniej, ogólnie rzecz biorąc, sytuacja jest dla debiutantów trudna. Dlatego bardzo polecam konkursy. I to pomimo tego, że bardzo często są na warunkach uwzględniających wyłącznie interesy wydawcy, w takim sensie, że wydawnictwo zadaje temat, potem wybiera sobie najlepsze prace – ma w ten sposób za darmo materiał, bo autorom nic nie płaci. A debiutanci cieszą się, że ktoś w ogóle chciał ich wydać. Nie mają za to żadnego honorarium, nic kompletnie, poza nazwiskiem na okładce czy w spisie treści. Tak czy siak, nawet za darmo, warto to robić, brać udział w konkursach i je wygrywać (śmiech). To jest naprawdę sposób na to, żeby zaistnieć. Oczywiście oprócz tego, należy swoje propozycje wysyłać, wysyłać do wydawnictw i jeszcze raz wysyłać do wydawnictw. Tylko nie hurtem. Trzeba się nad każdą wysyłką zastanowić. Dopasować list, który wyślemy do tego wydawnictwa, do jego profilu, sprawdzić, czego to wydawnictwo oczekuje. Niektóre preferują tekst w postaci elektronicznej, inne wolą wydruk, jeszcze inne oczekują, że dołączymy swój biogram. Czasami należy wydrukować pierwszych pięćdziesiąt stron i dodać streszczenie całości. Na ogół na swoich stronach internetowych wydawnictwa piszą, czego oczekują.

Czy oprócz tego konkursu, który pozwolił pani zadebiutować, ma pani jeszcze jakieś sukcesy?

Był jeszcze jeden konkurs. Na „Dobrą powieść” ogłoszony przez wydawnictwo „Drzewo Laurowe". Wygrałam w kategorii bajek dla dzieci - napisałam je dla swojego synka.

Łatwiej było je pisać niż powieści dla dorosłych?

Dla dzieci pisze się trudno, bo trzeba zmienić swój sposób myślenia. Trzeba rozumieć świat jak kilkuletni człowiek, a osobie dorosłej nie przychodzi to łatwo. Nie mówiąc o tym, że pisanie dla dzieci wymaga skupienia w aspekcie etycznym. Bajka na dobranoc musi nieść ze sobą spokojne treści, nie może powodować, że dziecko będzie się budziło w środku nocy przestraszone. Musi się dobrze kończyć. Mieć walor edukacyjny. Poza tym musi mieć prosty, czytelny język i warstwą mentalną musi być dopasowana do umysłu kilkulatka. Na pewno dla dzieci pisze się trudniej.

Pisarstwo według eksperta Co skłoniło panią do napisania pierwszej książki?

Nie pamiętam. (śmiech) Chociaż tak uczciwie to myślę, że ja po prostu zawsze chciałam pisać. Najpierw pisałam formy małe, potem się rozrastały, aż urosły do większej. Pierwsza moja książka była strasznie kiepska. Nikomu jej nie pokazywałam i nie pokażę, nie jest tego warta. Natomiast była dla mnie bezcenna pod względem własnej nauki – właśnie w kontekście konstruowania powieści, większej dużej formy. Łatwo się mówi o pisaniu powieści, ale samemu ją napisać, zapełnić kartki jakąś treścią - jest znacznie trudniej. Mała praca, którą można jednym ruchem „przyszpilić”, jest relatywnie prosta, przynajmniej konstrukcyjnie. Przy dużej formie okazuje się, że wątki uciekają, rozmywają się, bohaterowie stają się nijacy, historia toczy się za wolno... Ta pierwsza książka była dla mnie nauką, edukacją, ale dlaczego ją napisałam? Nie wiem.

Wiemy też, że pani jest pianistką, ma pani wykształcenie muzyczne. Gdyby pani miała do wyboru fortepian albo pisarstwo, to co by to było?

Pisarstwo.

Dlaczego?

Jestem pianistką z wykształcenia, rzeczywiście, to jest mój pierwszy fakultet. Bezpośrednio po Liceum Muzycznym studiowałam w Akademii Muzycznej, to był konsekwentny ciąg edukacyjny. Nie żałuję tego, co zaznaczam, bo czasem spotykam się z takim pytaniem. Kiedy podjęłam pracę zawodową, skończyłam drugi fakultet - to było dziennikarstwo. Ewidentnie w stronę pisarską ciągnęło mnie od zawsze. Dlaczego? To jest pytanie, na które odpowiem tak samo, jak na poprzednie: nie wiem. Po prostu albo lubisz coś robić, albo nie. Chociaż być może właściwszym byłoby słowo „kochasz”.

Jakie ma Pani rady dla młodych twórców i pisarzy?

Po pierwsze: nie poddawać się. Pisać, pisać, pisać i jeszcze raz pisać. I nigdy z tego nie rezygnować. Druga rzecz, która dotyczy zarówno pisania, jak i wszystkiego innego, i zarówno młodych ludzi, jak i starych wyjadaczy: uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć. Dowiadywać się, poznawać świat. Mieć otwarty umysł i nieustająco mierzyć się z czymś nowym. Trzecia rzecz - wierzyć w siebie. Z takim kapitałem – sukces w zasięgu ręki.

Rozmawiali: Oliwia Kujawa
Aleksandra Ostrowska
Michał Stępień